Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
>Co za pierdolenie.
:^)


To nie jest "pozostałe 16h", jak już mówiliśmy wcześniej w tej rozmowie.


>Jak nie podoba się komuś praca w systemie 40h tygodniowo, to nie musi tak pracować, możesz na spokojnie pracować od dzieła do dzieła

No tak by było, gdybyśmy mieli ten rynek pracownika, o którym trąbią libki, a który nie istnieje, bo miejsc pracy dla wyspecjalizowanych pracowników jest bardzo mało, a klasa robotnicza przeważnie dostaje po dupie żałosnymi warunkami pracy i tylko dziękuje, że może robić u jaśniepana za grosze. W jakim odsetku ścieżek kariery masz coś takiego jak freelancing i pracę od dzieła do dzieła?


>Nie no, spoko, brzmi fajnie, godne #deep

Jak masz tak tupać nóżką, to może faktycznie lepiej, że skończyłeś wątek.


>NIE znam ludzi, którzy pracując po 8h 5 dni w tygodniu nie mają czasu na hobby, na przyjaciół, na wyjazdy, czy zajmowanie się domem.

No widzisz, a ja znam całe mnóstwo. I co teraz?

Tu chciałbym zaznaczyć, że akurat ja nie narzekam na swoją sytuację i nie piszę z pozycji własnej dupy, bo akurat miałem tak dobrze poprowadzony early game w życiu, że choć wychowałem się w niezamożnej rodzinie, to mi się poszczęściło i wybrałem taką ścieżkę, że mam niezłą robotę, która mnie nie wykańcza, a nawet daje satysfakcję i da się z niej wyżyć. To jest zajebisty, bardzo rzadki przywilej, z którego zdaję sobie sprawę i nigdy nie upadnę tak nisko, żeby patrzeć z góry na ludzi, którzy mieli w życiu mniej szczęścia niż ja.


>Jak masz chujową, to ją zmień. Jak nie jesteś w stanie zrobić tego teraz, to zapierdalaj aż wbijesz potrzebny skill i doświadczenie, by poprawić swoją sytuację

No okej, ktoś tak zrobi, wymagluje sobie n lat z życiorysu, wypalając się do gołej ziemi, wbije sobie fajne kwalifikacje, którymi wyliże buty krawaciarzowi z HR, dostanie np. jakąś białokołnierzykową robotę i dostąpi klasy średniej i będzie sobie wypełniał życie wydawaniem hajsu na szafy z ikei. Poprawił swoją sytuację, ale jak to wpływa na sytuację ludzi, którzy są wciśnięci w miejsca pracy, z których on się wyrwał? Gdyby każdy tak zwiększał swoje kwalifikacje, to jak by to wpłynęło na rynek pracy? Nijak, bo system gospodarczy, który jest podporządkowany konsumpcji, nie drgnie od takiego zaburzenia, bo ważniejsze jest utrzymanie produkcji i usług. Nie powstanie więcej wyspecjalizowanych, "dobrych" miejsc pracy, tylko więcej ludzi odbije się od drzwi. Ten mechanizm przecież widać na co dzień. Kwalifikacje przeciętnego człowieka wzrastają, sytuacja rynkowa się nie zmienia. Tylko trudniej dostać się na swoje wymarzone stanowisko i tylko coraz więcej czasu spędza się na nieodpłatnym harowaniu na stażach i uczeniu się pierdół. "Zmień pracę" brzmi fajnie, ale mało kto, może poza bańką IT, może sobie na to pozwolić.


To co ty nazywasz jojczeniem, ja nazywam najbardziej podstawową świadomością klasową. Po to mamy cywilizację, żeby się nawzajem wspierać i poprawiać warunki bytowe, a nie żeby coraz bardziej odbierać smak życia przeciętnym ludziom, którzy nie potrafią wybić się ponad średnią wymagań, która ciągle wzrasta. Tu nie chodzi o "prowadzenie za rączkę", jak to protekcjonalnie ujmujesz, ale o to, że większość ludzi jest przemęczona, niepewna jutra i pozbawiona chęci do życia.


System nigdy niczego magicznie nie rozwiąże. Ale możliwe są systemy, w których ludzie żyją a nie wegetują. A aktualny system świetnie radzi sobie z zamienianiem ludzi w bezwolne skorupy, które z pocałowaniem ręki biorą rzeczywistość, w której tylko pracują i czasem udaje im się wyspać.


No cóż, jeśli godnością jest akceptowanie z uśmiechem pogłębiającej się cyberpunkowej dystopii i milczenie przy jawnych, bezczelnych niesprawieliwościach, to chyba faktycznie w dupie mam taką godność.
Reposted byKropledonosanoniewiem
(PRO)
No Soup for you

Don't be the product, buy the product!

close
YES, I want to SOUP ●UP for ...