Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
TBH mnie też nie chce się w to brnąć, bo mam lepsze rzeczy do pisania niż ściany tekstu, więc nie będę się za bardzo rozpisywał. Połączę to też z odpowiedzią dla @pffft bo raz, że się pokrywa, dwa, że tym bardziej nie chcę się rozsmarowywać na więcej wątków.

1) Nie, nie. Miałem na myśli nie, że problem leży w innym miejscu niż pozostałe 16h, tylko że to 16h to nie jest 16h. Ale już mniejsza o to.

ad dalej: ale to jest typowo dialektyczny proces. Tu nie chodzi o znalezienie jakiegoś optimum, ale działanie w jakimś kierunku, kroczek po kroczku, sprawdzanie rozwiązań na różnych poziomach i stawianie nowych hipotez względem nowego status quo. W naszym socjoekonomicznym systemie mamy ciągły wzrost produktywności (optymalizacja, automatyzacja, etc). Pozwólmy sobie więc zebrać z tego jakieś żniwa nie tylko w postaci dóbr materialnych, ale w innych sferach. 35godzinny tydzień pracy nas bynajmniej nie zdewastuje. Nie chodzi o to, żeby zburzyć i wybudować od nowa, ale poprawiać stan rzeczy w kierunku, który poprawia byt zwykłych ludzi.

2) Czy tak samo kwestionujesz inne przejawy empatii u ludzi? Wiem, że stawanie w poprzek stratyfikacji społeczeństwa z pozycji klasy średniej wydaje się nienaturalne, ale naprawdę nie jest.

3) Znów - tu nie chodzi o szukanie utopii, bo społeczeństwo jest różne i zmienne, ale bycie tą drużyną po drugiej stronie liny względem tych, którzy utrzymują niskie płace pomimo wzrostu produkcji i inflacji, systematycznie zubażających ludzi już ubogich, wsadzających ich na dodatkowe etaty i wpychających w rujnujące pożyczki. Nie chodzi też o głaskanie po głowie i szeptanie miłych słów.
Paskudne miejsca pracy będą istniały i będą musiały być obsadzone, żeby spełnić wymagania systemu ekonomicznego. Chodzi o to, żeby się starać, żeby były mniej paskudne. Takie rzeczy nie robią się same, a już tym bardziej nie wychodzą ze strony pracodawców. To, że nie żyjemy w warunkach pracowniczych XIX wieku to efekt ciężkiej pracy związków zawodowych, legislacji i aktywizmu.

Rozsiewanie świadomości klasowej to też praxis. Dość łatwe i samo w sobie niewiele zmieniające (ale nie nic), ale zdradzę tajemnicę, że mam pomysł na dwie inicjatywy oparte na samorządności pracowniczej i zamierzam je zrealizować



@pffft

Wyspecjalizowani mogą być fizyczni, a robotnicy mogą być umysłowi. Chodzi mi głównie o prekariat, ludzi szorujących po dnie, na głodowych stawkach, wymienialnych i niepewnych jutra.

Jeśli chodzi o specjalistów w tego typu usługach, imo nie jest tak źle. Głównym problemem są tacy ludzie, którzy żerują na naiwności/niewiedzy klienta i zapewniają sobie ciągłość dochodu w postaci serii usterek do zrobienia. No ale to temat na osobną rozmowę.

Ja nie mówię o przypadkach obrania danej ścieżki kariery z góry. Mówię o ludziach, którzy mają gównianą posadę i doszkalają się, mając już na głowie pracę, dom, itd. Moja narzeczona teraz tak robi, zasuwa do technikum zaocznie przez 3 semestry i nawet w weekendy nie ma jak się wyrobić z wysypianiem.
Własna firma czy jednoosobowa działalność gospodarcza w monopolistycznym kapitalizmie to też temat na osobną rozmowę.


>Powyżej mamy ludzi po filozofii, etyce, „polityce społecznej”, kulturoznawstwie czy teatrologii. Co myśli sobie człowiek, który w XXI wieku opiera swoją stabilność finansową na wyborze „polityki społecznej”?

To też jest dygresja, a ja nie chcę ciągnąć tego wątku za bardzo, ale to ważny temat, więc się do niego odniosę. Nie uważasz, że to jest strasznie smutne? Że tak bardzo musimy mieć na uwadze stabilność finansową, że kultywowanie humanistyki w postaci studiów wyższych jest uznawane za niedorzeczność? Że jeśli nie idziesz w STEM, masz się pogodzić z myślą, że przegrywasz życie? Nie chcę tutaj rzucać rozwiązaniami problemu, bo zaraz utonę w dywagacjach rewolucjonistycznych, ale to jest jedna z rzeczy, z którymi nie chcę się godzić, bo "taka jest kolej rzeczy". Inżynieria, ekonomia, nauka itp. są narzędziami cywilizacyjnymi. Kultura i sztuka są w pewnym sensie punktami docelowymi cywilizacji. Tak bardzo zatracamy się w narzędziach, że zaczynamy cele wyrzucać do śmieci.

W całej tej dyskusji nie chodzi mi o to, żeby odbierać ludziom nagrody za ambicję i ciężką pracę (choć jestem za lekkim temperowaniem akumulacji bogactwa powyżej punktu, w którym funkcja rośnie nieliniowo, a poważnym temperowaniem tam, gdzie zaczyna rosnąć wykładniczo), ale żeby korzystać z dobrodziestw cywilizacji w taki sposób, żeby klasa robotnicza, która nie znika przez lokalne zwiększanie kwalifikacji, tylko co najwyżej się wymienia, nie dostawała tak ostro po dupie od życia.



No i chuj, ściana tekstu wyszła i tak.
(PRO)
No Soup for you

Don't be the product, buy the product!

close
YES, I want to SOUP ●UP for ...